KV-1 model 1942 Heavy Cast Turret Tank - Trumpeter 1/35


Kolejny z moich artykułów, publikowanych kiedyś w magazynach. Budowa i malowanie KV-1 model 1942 Heavy Cast Turret Tank z Trumpetera, 1/35.

Powstało wiele artykułów w różnych publikacjach – polskich i zagranicznych, które mogą pomóc nam wykonać zimowy kamuflaż. Z pozoru takie malowanie może wydawać się bardzo łatwe do wykonania, ale według mnie jest to jeden z najtrudniejszych kamuflaży, i należy przestrzegać kilku zasad, ale o tym dalej.
Od dawna wzoruję się na modelach znakomitych modelarzy Miguela Jimenez'a i Mario Eens'a – obaj robią świetne modele w białym malowaniu. Również doskonałe modele wykonuje Adama Wilder, który głównie koncentruje się na modelach pochodzących ze Związku Radzieckiego i to jego artykuły skłoniły mnie do spojrzenia przychylniej na radziecką pancerkę.
Tak się złożyło, że już od dawna nosiłem się z zamiarem sklejenia i pomalowania jakiegoś modelu przedstawiającego pojazd ze „wschodu”. Wahałem się miedzy T-34 a KV. Trumpeter zasypał rynek swoimi modelami KV – ja wybrałem KV-1 model 1942 Heavy Cast Turret Tank.


MODEL
Kiedy model trafił w moje ręce kilka dni temu i od razu wziąłem się za jego budowę. W pudełku znajdują się części wysokiej jakości, bez nadlewek i uciążliwych śladach po wypychaczach, lina, dwa komplety gąsienic: jedne w postaci winylowych pasków, drugie plastikowe, wstępnie uformowane, krótkie i dłuższe odcinki. Dołączony do zestawu jest malutki arkusz kalkomanii oraz instrukcja.
Prosta konstrukcja modelu i dobra jakość odlewu skłoniły mnie do zbudowania go „prosto z pudełka”.
Lubię budować miniatury pozbawione „zbędnych” części i dodatkowego wyposażenia. Noszące ślady fizycznego użytkowania bardzo dobrze można pokazać na modelu czołgu, urywając np.: część oprzyrządowania, błotniki – a także wszystko to, co nam podpowiada wyobraźnia.
Zacząłem od częściowego demontażu błotników. Nadal czegoś w tym modelu mi brakowało, przystąpiłem do wyginania pozostałych części. Posłużyłem się jak zwykle w takim przypadku 75W żarówką.
Do modelu wykorzystałem plastikowe gąsienice, które pasowały idealnie, wymagały jedynie spiłowania śladów po wypychaczach.


MALOWANIE
Zanim przystąpiłem do malowania, model najpierw dokładnie umyłem w wodzie z dodatkiem ludwika. Sam proces malowania zacząłem od pokrycia całego modelu H80 z domieszką żółtego w tym przypadku był to H24.
Następnie przystąpiłem do nakładania białego koloru. Przed nałożeniem białego trzeba się zastanowić gdzie on powinien być na modelu. Warto przemyśleć, gdzie go nakładamy i uwzględnić te miejsca na pojedzie, gdzie podczas warunków bojowych mógł biały kolor po prostu się wytrzeć. Wiadomo, że na pojeździe nie pozostanie w każdym miejscu w takich samych ilościach. Gdzieś go będzie więcej, gdzieś mniej. Najlepiej jest zachować równowagę miedzy białym a zielonym kolorem. Jeśli jest to model na drewnianą podstawkę, a nie na dioramę również warto przemyśleć, jak i gdzie nałożyć biały kolor, ponieważ wpłynie to na końcowy wygląd modelu.
Kiedy zdecydowałem, gdzie nałożyć biały kolor przystąpiłem do nakładania bardzo cienkiej warstwy białego błyszczącego Model Mastera stosunkowo mocno rozcieńczonego na wybrane wcześniej miejsca. Następnie czynność tę powtarzałem kilkakrotnie w miejscach, które wymagały aby biały kolor był bardziej intensywny i powodował, że nie będzie prześwitywać kolor zielony.
Poszczególne kolory kamuflażu zostały nałożone za pomocą aerografu Paasche Vsr90. Ponieważ nie były nakładane kalkomanie, model od razu pomalowałem lakierem półmatowy – w tym przypadku Pactra. Lakiery akrylowe mają te zaletę, że po kilku minutach można dalej malować - bez obawy, że cos stanie się z wcześniej nałożonym kamuflażem.

Po 15 minutach kiedy lakier na modelu wysechł, przystąpiłem do nakładania tzw „filtrów”. Należy nałożyć je tak, aby lekko zwilżyć fakturę pojazdu, a nie zalewać go, przy czym nie należy pokrywać całego modelu jednym kolorem - tylko wybrane miejsca. Zasadą stosowania „filtrów” jest urozmaicenie koloru kamuflażu, a nie podkreślanie detali. Żeby uniknąć niepożądanego efektu, należy również pamiętać, aby „filtr” nakładać po dokładnym wyschnięciu poprzedniego.
Użyłem następujących farb dla art. plastyków firmy Talens-Rembrandt : Burnt Sienna, Yellow Orche, Olive Green. Ważne jest aby w przypadku białego kamuflażu oszczędnie nakładać „filtry” na miejsca, które chcemy aby pozostały białe.

Następnie zastosowałem technikę zwaną “rain marks”, która ma na celu pokazanie efektów atmosferycznych. Cały model pokrywam małymi kropeczkami farby artystycznej olejnej, którą potem rozcieram czystym, lekko wilgotnym, dość szerokim pędzlem.
Do modelu użyłem następujących farb dla art. plastyków firmy Talens-Rembrandt : White Titanium, Cadmium Yellow, Fir Green, Cerulean Blue. Tak jak w przypadku „filtrów” starałem się unikać nakładania zbyt dużej ilości farby na miejsca, które mają pozostać białe.


Po dobrym wyschnięciu modelu, przystąpiłem do namalowania tzw. obić, odrapań etc. Jest to jeden z najłatwiejszych momentów w nanoszeniu śladów eksploatacji, dobrze wykonane „obicia” podnoszą znacząco końcowy wygląd modelu, ale źle wykonane mogą bardzo go oszpecić.

Używając pędzelka 000 Kozłowskiego namalowałem różne otarcia, rysy i zadrapania. Farba w tym wypadku to H80 mieszana z olejami dla art. plastyków w różnych proporcjach. A także namalowałem obicia, ale tym razem posługując białą farbą. Namalowałem różne plamki a także zaakcentowałem ostre przejścia między kolorami.

Kiedy model nabrał już „kolorów”, nie byłem z niego do końca zadowolony – według mnie było na nim za mało czysto - białego koloru. Posługując się aerografem nałożyłem w niektóre miejsca śladowe ilości białej farby. Ale ciągle czegoś w nim brakowało. Postanowiłem, że dodam na obu stronach wieży propagandowy napis tak często stosowany na czołgach. Jako, że producent nie pomyślał o takiej kalkomanii, własnoręcznie za pomocą pędzelka napisałem czerwony slogan. Po tym zabiegu model wyglądał lepiej, powstała odpowiednia równowaga między kolorami, której mi do tej pory brakowało.

Przyszła pora na „wash”. Standardowo jak w każdym modelu, „wash” nakładam na błyszczącą powierzchnię, przygotowując go z około 30% farby brąz Van Dyke + 70% benzyny lakowej. Nie polecam stosowania czarnej farby, ponieważ daje ona zbyt duży, nienaturalny kontrast. Tak przygotowaną miksturę nakładam na model za pomocą małego pędzla (000), tylko w te miejsca, które wymagają podkreślenia (czyli w zasadzie wszystkie elementy na modelu). Dzięki temu, że model wcześniej został pokryty lakierem błyszczącym „wash” sam się rozprowadza po powierzchni nie pozostawiając żadnych śladów.
Nie polecam „zalewania” całego modelu „washem”. Ponieważ, tak jak wcześniej wspomniałem przy „filtrach” stracimy biały kolor i zniszczymy dotychczasowy wygląd, a także model nam mocno ciemnieje.

Na koniec malowania zostawiłem sobie gąsienice. Najpierw pokryłem je za pomocą aerografu mieszaniną ciemnych kolorów brązowych. Następnie nałożyłem na nie „wash” również był to brąz Van Dysk, ale z domieszką czarnej farby Lamp Black. Jak wszystko dobrze wyschło zacząłem przecierać gąsienice i koła srebrna farbą.


Następny etap to stosowane przez większość modelarzy pigmenty. Bardzo prosta metoda, przy czym dająca fantastyczne efekty. Umiejętne wykorzystanie tej metody polega na umiarze w ich stosowaniu - nie należy pokrywać nimi całego modelu.
Pigmenty nakładam na model za pomocą dużego pędzla, potem rozcieram i zabezpieczam benzyną lakową, terpentyną, wódką lub rozcieńczalnikiem do farb akrylowych Model Mastera. Każdy z tych utrwalaczy daje różna fakturę pigmentów, jednocześnie przyklejając je do powierzchni modelu.
Błoto nakładane na model sporządziłem właśnie m.in. z pigmentów polskiej firmy Kremer. Miksturę z dodatkiem gipsu, pigmentów i żywicy nałożyłem na model (gąsienice, podwozie, koła etc.).
Potem korzystając z jaśniejszych odcieni pigmentów, ale bez gipsu i żywicy, namalowałem ślady rozprysku błota. Czynność powtarzałem wielokrotnie zmieniając proporcje użytych kolorów, aż efekt końcowy był dla mnie satysfakcjonujący.

W ostatnim etapie skoncentrowałem się na detalach, pomalowałem końcówki rur wydechowych różnymi pigmentami w odcieniach pomarańczy i czerwieni. Namalowałem także osmolenie lufy czarnym pigmentem. Aby dopełnić wygląd modelu dodałem plamy po oleju i benzynie, a także namalowałem zacieki rdzy m.in. na wieży. Na koniec dodałem dołączoną do zestawu linę, którą wcześniej pomalowałem metalizerem humbrola i przetarłem różnymi odcieniami pigmentów.

PODSUMOWANIE
Budowa i malowanie pojazdu zajęły mi dwa dni, był to dla mnie tzw. „projekt weekendowy”. Model dostarczył mi wiele przyjemności, a dotychczasowa kolekcja modeli wzbogaciła się o model w białym kamuflażu. Mam nadzieje, że niektóre z przybliżonych przeze mnie technik będą przydatne w Waszej pracy nad modelem.
Happy modelling!


 

Leave a Reply